MIĘDZYNARODOWY WOLONTARIAT DON BOSCO - grupa toruńska
Byliśmy już w Peru, na Ukrainie, w Libanie, w Kaliningradzie, na Węgrzech...wkrótce w Zambii i w Ugandzie.
Nasza grupa wolontariatu misyjnego działa przy Duszpasterstwie Akademickim przy kościele oo. jezuitów w Toruniu.
Spotykamy się w środy o 20 w domku DA.
Zapraszamy!
kontakt: mwdbtorun@gmail.com
piątek, 10 czerwca 2011
MISYJNIE MAŁŻEŃSTWO
Życzymy Wam duuuuuuużo błogosławieństwa!
niedziela, 15 maja 2011
Wolontariacka Jutrznia





Kto nie był- niech żałuje!
Chyba w tym zdaniu można by streścić i ująć nasze dzisiejsze, niedzielne spotkanie. Wolontariusze MWDB i wspaniała przedstawicielka wolontariatu "Niebo" zebrali się dziś o 7.00 aby wspólnie odprawić poranne modły;) i spożyć pracowicie przygotowane śniadanko.
Ale jest małe pocieszenie dla nieobecnych którzy żałują - to dopiero inauguracja naszej, mam nadzieję, wspólnotowej tradycji.
Dużo radości, wymiana doświadczeń i przeżyć z ostatniego czasu, a przede wszystkim niezwykłość SPOTKANIA z przyjaciółmi- drugim CZŁOWIEKIEM:)
wtorek, 26 października 2010
Audycja o wolontariacie misyjnym i misjach w Radiu Sfera
Jest Facebook, będzie Facelook :)
Po pierwsze, primo: Danka Prot, WODZU ("Wodzu jest tylko jedna"); 2004/2005
Matka-Założycielka; wakacje na Ukrainie; rok w Peru; nie-pamiętamy-ile w Hiszpanii; czasami w Toruniu; obecnie w drodze do wymarzonej Indonezji:)
(www.oczamiprota.blogspot.com)
Po drugie, secundo: Agnieszka J., zwana dalej Kohortusem; 2005/2006 oraz 2006/2007
szef Przynieś-Wynieś; dwa razy na Ukrainie, rok w Peru; kolejne wakacje też w Peru; prywatnie największa szczęściara na świecie ;)
(www.agnieszka.jaroszewicz.info)
Po trzecie, tertio: Ania. Po prostu Ania :) 2007/2008 oraz 2008/2009
mała ciałem, wielka duchem; wakacje w Libanie; na wyjazd roczny nie widziała sensu jechać, bo... jak już, to na całe życie! Obecnie u Sióstr Białych Misjonarek Afryki w Lublinie (to ten biały aniołek)
Po czwarte, quarto: Łukasz K. "Wujek" 2009/2010
Dobry koordynator na ciężkie czasy; specjalista od spraw, o których wielu się nie śniło; plany misyjne tak ambitne, że aż je tu przemilczymy ;)

I nasza obecna, piąta już Pani Koordynator, Ala K., pseudonim bojowy "Sofi" póki co 2010/2011
czarujący uśmiech;elastyczne poczucie czasu (człowiek,którzy mnoży czas!);niezliczone akcje na rzecz misji; wakacje w Albanii (przedtem... pół roku w Warszawie! :)) i nie wiadomo, gdzie jeszcze ją poniesie... ;) Wspieramy modlitwą, działamy razem i...oby jak najdłużej!
niedziela, 24 października 2010
84.Tydzień Misyjny!
To już tyle było tych tygodni misyjnych... No,nam stuknie z sześć latek niedługo odkąd się tym zajmujemy w Toruniu... Wypadałoby zachowywać się jak porządny zerówkowicz ;)
Póki co dziś właśnie Ewa prezentowała w domku DA "Studnia" (Piekary 24, jak zwykle :)) pokrótce swoją misję roczną w Zambii ("Jak można opowiedzieć rok?!") - ano, nawet trzeba. Tak też się stało. Sala na górze, zwana "Niebem" była wypełniona zasłuchanymi potencjalnymi i aktualnymi misjonarzami - czyż nie wszyscy nimi jesteśmy? - co raz to popadającymi w refleksje, innym razem zaśmiewającymi się do rozpuku, innymi jeszcze razami gotowymi ruszyć do tańca wraz z zambijskimi braćmi i siostrami...
Tam trzeba było po prostu być! (dla tych, co nie byli: jeszcze nic straconego, Ewa jak na razie nigdzie nie znika ;))
Jakieś pytania?
...EJA MUKWAI :)
czwartek, 21 października 2010
czwartek, 7 października 2010
Organizujemy się!
Oto zdecydowaliśmy ruszyć pełną parą. Wczoraj, 6.10.2010 odbyło się spotkanie organizacyjne dotychczasowego składu grupki toruńskiej MWDB. Już niedługo spodziewamy się przyjąć z otwarty,i ramiony :) nowych zapaleńców. Póki co żartom i rozmowom, głównie misyjnym, nie było końca. Dlatego też nie mamy nawału zdjęć (szkoda czasu ;)), ale te,co mamy, zamieszczamy:
inna ściana :)
i jeszcze:
...Aż szkoda było zbierać się do wyjścia ;)
Do zobaczenia na spotkaniu 20 października!
(czyżbyś to właśnie TY miał(a) dołączyć ;))
piątek, 3 września 2010
Nowa strona!
piątek, 21 maja 2010
Powiew Azji...

Były prezentacje z Peru? BYŁY
Były prezentacje afrykańskie? BYŁY
Azja już była? BYŁA (gościliśmy Rafała, który przez rok pracował w Mongolii)
...Ale powtórki są wskazane,jak zalecał jeden z patronów naszej grupy, św.Ignacy z Loyoli :)
Tym razem gościliśmy Ewę Kaczmarską, rodem z Cybinki (przy granicy polsko-niemieckiej, jakby się kto pytał...;)) prywatnie pedagoga i wychowawczynię w domu dziecka (jeszcze), ale przede wszystkim wolontariuszkę, która rok swojego życia poświęciła dzieciom i młodzieży z Baku, stolicy Azerbejdżanu, gdzie katolików jest (uwaga!) 200.
Spotkanie przeciągnęło się "nieco", jednak co misje to misje!
...a kto nie był - niech żałuje! ...Albo zapyta naszych przyjaciół z wolontariatu "Niebo", działającym także przy DA oo.jezuitów w Toruniu. Nie przepuszczają takich okazji :)
No i zapraszamy na przyszłość
(A trzeba zaznaczyc jeszcze, że Toruń urzeka. Ewa wyjechała z nowym zapasem zachwytu, ciekawych znajomości, ważnych rozmów i... toruńskich pierników, rzecz jasna :))
Ewo - BARDZO DZIĘKUJEMY!!! i zapraszamy ponownie :)
Taaaaaaak, a my już mamy nowe pomysły. Jak zawsze.
A gdy szczegóły znać będziemy
To i zaproszenie wystosujemy
:)
Ps.Zdjęcia niedługo w galerii.
niedziela, 24 stycznia 2010
Etno-Impreza II
To powtórka udanego „Śledzika” 2009, kto wie, czy nie bardziej udana (praktyka czyni mistrza :)). Tym razem odbyła się pod hasłem „Mity i legendy świata”. Impreza ze wszech miar godna uwagi: mapy kontynentów (ręcznie wykonane!), oryginalne rekwizyty z krajów całego świata, a zatem: chusty indyjskie, afrykańskie batiki, chitengi, bębny, peruwiańskie poncho znad jeziora Titicaca, oryginalne bliskowschodnie nakrycia głowy…
Ach, czego tam nie było!
Nawet sam Cezar przybył z Kleopatrą! Nie zabrakło greckich pieśniarek, japońskich karateków, gejsz, można było dostrzec Indiankę i Chińczyka, Cyganki oraz Hiszpanów (zjawił się i torreador i tancerka flamenco), były i Afrykanki, i Hinduski, i Żyd, i Arabowie… I wszyscy zgodnie świetnie się bawili, poznając opowieści z różnych stron świata. Bywało i romantycznie, kiedy odtwarzaliśmy historię miłości ubogiego chińskiego chłopa i córki Nieba, lub ukrywaliśmy się przed słońcem jak córka boga słońca zakochana w peruwiańskim pasterzu… Bywało i okrutnie, kiedy zgłębialiśmy tajniki uczt kanibalskich, a i w labirynt się weszło Minotaura, a co!
Były i tańce irlandzkie, i rodem z Bollywood, i… no, może wszystkie atrakcje przemilczymy, świat jest pełen niespodzianek :P W przerwach degustowaliśmy potrawy różnych części świata. Kto jest wielbicielem kuchni egzotycznych, niech lepiej przestanie czytać, bo stoły uginały się pod jadłem orientalnym (ryż na różne sposoby…:)), południowoamerykańskim (hmm… znowu ryż?!), afrykańskim (???), ale nie zabrakło naszych rodzimych pierogów, a dla miłośników północnoamerykańskich fast-foodów… cóż, nie mogło ich być wielu, ale ci, co byli, szybko zadziałali… :) Napoje, a i owszem, były, rzecz jasna z różnych stron świata, rzecz jeszcze jaśniejsza – bezalkoholowe, bo, jak mawia nasze misyjne porzekadło:
„kto trzeźwo baluje, świat zawojuje” :).
…I ja na imprezie byłem, herbatę rooibos i yerba mate piłem… :)
niedziela, 27 grudnia 2009
torunskie spotkanie swiateczne MWDB w Ugandzie
Pokój Wam!
Tegoroczne Święta afrykańscy wolontariusze z Torunia spędzili razem w CALM. A to za sprawą spontanicznej decyzji Ewy, która postanowiła przedłużyć sobie wakacje spędzane w Tanzanii. Wszak Uganda tak blisko! (jedyne 20 godzin drogi). Po wymianie kilku smsów, 22-ego grudnia Ewa szczęśliwie dotarła do Kireki, gdzie nastąpiło długo oczekiwane spotkanie.
Nasze spotkanie było okazją do wymiany informacji o losach wolontariuszy z różnych placówek misyjnych. Ewa bowiem nie tylko przywiozła ze sobą wieści z Mansy, ale także z Lusaki, gdyż wakacje w Tanzanii spędzała razem z Basią i Magdą. Pierwsze dwa dni spędziliśmy więc na ciągłych rozmowach o blaskach i cieniach życia na misjach. Mogliśmy, jak to się ładnie mówi, podzielić się naszymi „doświadczeniami misyjnymi”, czyli po prostu ponarzekać sobie na różnego rodzaju trudności, które zastaliśmy na naszych placówkach. Nie były one jednak jednakowe. Doszliśmy do wniosku, że pod wieloma względami trudno o dwie bardziej odmienne placówki :) Taka „wymiana doświadczeń” była dla nas bardzo umacniająca i owocująca w nowe pomysły oraz przyniosła świeże spojrzenie na naszą przyłość na misjach. Po raz kolejny mogliśmy się przekonać, że żadna, nawet najbardziej obfita internetowa korespondencja, nie zastąpi osobistego spotkania, rozmowy i wspólnej modlitwy.
W środę, w ramach przedświątecznego skupienia, odbyliśmy pięciokilometrową pielgrzymkę do głównego ugandyjskiego (jeśli nie afrykańskiego) sanktuarium katolickiego – bazyliki świętych Męczenników Ugandyjskich: Karola Lwange i Towarzyszy.
W dzień wigilii w końcu udało nam się poczuć klimat Świąt i choć śniegu nie było, to przynajmniej padał deszcz. Cały dzień spędziliśmy na przedświątecznych przygotowaniach. Najpierw zajęliśmy się przystrojeniem kaplicy, ustawieniem choinki (która już miała to nieszczęście kilka razy przewrócić się podczas mszy, ku radości zgromadzonych wiernych), no i skonstruowaniem szopki. Za budulec posłużyło kilka patyków, zambijskie chitengi oraz wysoka trawa na poszycie dachu niczym w afrykańskim domku. Z tego dzieła byliśmy szczególnie dumni.
Na wigilijnym stole nie mogło zabraknąć polskiego akcentu kulinarnego. Po długich rozważaniach i analizowaniu dostępnych składników, zdecydowaliśmy się na polsko-ugandyjską wariację pierogów a’la ruskich. Ziemniaki zastąpiliśmy podobnymi w smaku zielonymi bananami matooke, a z twarogu byliśmy zmuszeni zrezygnować. Efekt i tak przerósł nasze oczekiwania. Nawet początkowo sceptycznie nastawiony ks. Rysiek, zajadał się nimi ze smakiem. Również nasi ugandyjscy przyjaciele dołączyli do grona fanów pierogów.
W Ugandzie razem z pierwszą gwiazdką bynajmniej nie rozpoczęliśmy wigilijnej wieczerzy, ale pasterkę. Dopiero po mszy zasiedliśmy do wspólnego posiłku. Ks. Rysiek zaskoczył nas wigilijnym opłatkiem, którym podzieliliśmy się w gronie CALM-owych wujków i cioci. Po dość szybkiej, jak na nasze polskie zwyczaje kolacji, nastąpił radosny dla chłoców moment – wspólne tańce (których gwiazdą został ks. Rysiek) oraz rozdawanie prezentów. Dla nas było to wyjątkowe doświadczenie, gdyż jeszcze niegdy nie spędziliśmy Świąt w tak dużym gronie (okołu 100 osób). Wigilijne spotkanie zwieńczyły Polaków nocne rozmowy, z wesołymi historiami ks. Ryśka.
Pierwszy dzień Świąt przebiegł w atmosferze słodkiego lenistwa. Choć nie mogliśmy wylegiwać się na słońcu, gdyż cały czas towarzyszyły nam chmury i deszcz. Mieliśmy okazję posmakować tradycyjnego ugandyjskiego świątecznego obiadu, przyrządzonego w liściach bananowca: kurczak w liściach bananowca, matooke w liściach bananowca oraz orzeszki ziemne w liściach bananowca. Od popołudnia aż do nocy trwała świąteczna balanga dla chłopców ( w Ugandzie nie obowiązuje nic takiego jak cisza nocna). Dzieciaki były w swoim żywiole!
Drugi dzień Świąt zapragnęliśmy spędzić bardziej aktywnie, więc wybraliśmy się na wyprawę do źródeł Nilu. Postanowiliśmy sprawdzić jak działa autostop w Ugandzie i byliśmy bardzo mile zaskoczeni. Jedynym problemem byli zatrzymujący się co chwilę kierowcy autobusów, nie mogący zrozumieć, dlaczego nie chcemy skorzystać z ich usług. U celu naszej podróży mogliśmy podziwiać wodospady Bujagala Falls, spróbować swoich sił w lekcjach raftingu dla początkujących oraz wypić po butelce najlepszego ugandyjskiego piwka „Nil”, produkowanego właśnie u źródeł Nilu. W drodze powrotnej, siedząc na pace pickupa, rozkoszowaliśmy się zapachem tropikalnego lasu oraz krajobrazami zielonych, łagodnych wzgórz Ugandy.
Dziś, pisząc te słowa, z melancholią nucimy sobie piosenkę „Ta ostatnia niedziela”, ponieważ jutro rozstajemy się na kolejny okres, licząc, że jeszcze się w Afryce spotkamy. Przesyłamy pozdrowienia i poświąteczno noworoczne życzenia dla pozostałych wolontariuszy z naszej afrykańskiej ekipy oraz całej załogi MWDB i SOM w Polsce: Trzymajcie się dzielnie w pracy na rzecz misji!
Ewa Pieczyńska
Tomasz Kaczmarek
CALM, Namugongo, 27.XII.2009
sobota, 5 grudnia 2009
Grupa toruńska MWDB ma 5 lat!!!
Tak, tak, właśnie tak szybko czas upływa. 18 października tego roku, w sam raz na rozpoczęcie Tygodnia Misyjnego, odnotowaliśmy pierwszy poważniejszy jubileusz grupki z grodu Kopernika.
Trudno byłoby zliczyć dokładnie, jakimi liczbami wyznaczana była dynamika grupy, w zaokrągleniu przewinęło się przez cotygodniową formację i w przeróżnych akcjach udział wzięło ponad 50 osób, z czego 20 osób wyjechało na misje długo- czy krótkoterminowe. Największym owocem istnienia grupki jest odkryte tu powołanie misyjne Ani, obecnie szczęśliwej aspirantki u Sióstr Białych Misjonarek Maryi Królowej Afryki.
Gdzie nas szukać…
Byliśmy już w Peru (Calca, Lima, Piura), na Ukrainie (Gwardijske, Oleszkowce, Szaróweczka, inne…), w Libanie, na Węgrzech, w Obwodzie Kaliningradzkim, w Czarnogórze, w Zambii (Lusace, obecnie także w Mansie), a teraz dotarliśmy też do Ugandy :). Kiedy nie ma nas na misjach, należy szukać w domku Duszpasterstwa Akademickiego „Studnia” oo. jezuitów w Toruniu przy ulicy Piekary 24, w każdą środę o godzinie 20.00. Tak właśnie, od początku jesteśmy „intercharyzmatyczni” i to jest nasza największa duma! Czerpiemy pełnymi garściami z bogactwa Kościoła, z duchowości ignacjańskiej i z ducha salezjańskiego. Bycie kontemplacyjnym w działaniu – oto nasza dewiza. Nasze spotkania, uświęcone pięcioletnią tradycją, są odpowiedzią zarówno na potrzeby ducha, jak i ciała. Modlitwa codzienna Kościoła – Liturgia Godzin, podobnie jak czuwania modlitewne nie są nam obce. Wiemy, co znaczy dobrze się bawić, testując na sobie zabawy dla naszych misyjnych podopiecznych. Poznajemy inne kultury i przysłuchujemy się pilnie dziełom Nowej Ewangelizacji. Marzy nam się wyjście do ludzi – i zrealizujemy to, a co!
Działamy
Poza cyklicznymi spotkaniami formacyjnymi, oraz działaniem w duszpasterstwie czy spotkaniami w Salezjańskim Ośrodku Misyjnym w Warszawie, szukamy dla siebie pola do działania na naszym toruńskim „podwórku” (i nie tylko…).
Co roku organizujemy spotkania w ramach Tygodnia Misyjnego, zawsze włączając w to modlitwę różańcową w różnych językach. Gościli już u nas misjonarze różnych zgromadzeń i z różnych miejsc na ziemi, jak również wolontariusze Międzynarodowego Wolontariatu Don Bosco.
Dwukrotnie odwiedziły nas Siostry Białe, prowadząc warsztaty tańca liturgicznego afrykańskiego, przy okazji zapoznając toruńskich studentów z kulturą Afryki. Raz warsztaty zostały przeprowadzone jako oficjalna impreza towarzysząca Międzynarodowemu Festiwalowi Song of Songs. Z festiwalem łączy nas również tegoroczna obecność ze stoiskiem wolontariatu, co cieszyło się sporym zainteresowaniem. Na naszym koncie jest także organizacja „Dni Afryki” wespół z Kołem Naukowym Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Kilka razy w okresie przedświątecznym organizowaliśmy loterię fantową, z której dochód przeznaczaliśmy na cele misyjne, kilka razy również wolontariusze udawali się z pomocą misjonarzom prowadzącym animację w toruńskich parafiach, lub sami przeprowadzali prezentacje w szkołach.
Staramy się, by każdy miał własne doświadczenie wolontariatu, co od tego roku ruszy jeszcze prężniej, bo łączymy się z dziełem wolontariatu powstającego przy naszym duszpasterstwie. Rys wolontariacki charakteryzował nas od dawna. Czworo z nas przeszło szkolenie liderów wolontariatu w Lublinie, dwukrotnie osoby z naszej grupy koordynowały akcję „Świąteczna paczka”. Spotykało się naszych wolontariuszy w hospicjum, domu dziecka, w oratorium księży michalitów, w świetlicy środowiskowej, w pomocy osobom niepełnosprawnym w ramach stowarzyszenia „Jestem”, przy udzielaniu dzieciom darmowych korepetycji, w pomocy czeczeńskim uchodźcom przebywającym w Toruniu, czy w indywidualnej pomocy niepełnosprawnym dzieciom lub osobom starszym, jedna z nas jest zaangażowana w bractwo więzienne. Wiemy, że pomoc dotyczy nie tylko ciała, lecz przede wszystkim ducha. Stąd też nasze zaangażowanie w prowadzenie grup modlitewnych, biblijnych, czy po prostu spotkań modlitewnych w duszpasterstwie. Wymiar misyjny grupy staramy się przejawiać też w tym, że nasze spotkania są otwarte, każdy może przyjść i posłuchać, zostać, współtworzyć. Ostatnią najbardziej nagłośnioną, bardzo udaną inicjatywą było zorganizowanie Etno-Śledzik-Party, w klimacie wielokulturowym. Impreza warta powtórzenia! …To chyba jeszcze nie wszystko, ale Pan Bóg na pewno się orientuje we wszystkim, więc nie jest źle :).
…A zaczęło się tak niepozornie
Jakoś tak pod koniec września 2004 roku, pewnej soboty, spotkały się dwie osoby na mszy świętej w kościele akademickim pw. Świętego Ducha w Toruniu.
Jedną z nich była Danka Prot, wówczas już po wyjeździe krótkoterminowym na Ukrainę, drugą – świeżo upieczona studentka Agnieszka Jaroszewicz, która opatrznościowym zbiegiem losowym poznała tę pierwszą już wcześniej, zjawiając się w Toruniu na jakże misyjnej imprezie, jaką była Olimpiada Języka łacińskiego. Rozpoznały się, porozmawiały… i tak od słowa do słowa, dzięki pewnej pani, która wypłacała z banku ogromną sumę pieniędzy („w sam raz na bilet do Peru” – westchnęła ta zwana później Wodzu), na zabytkowym toruńskim bruku, zostało powzięte postanowienie ruszenia na całego z grupą lokalną MWDB. Pierwszy rok był raczej próba generalną, nie zjawiało nas się więcej niż 5 osób na spotkaniu, za to już drugi rok zaowocował listą obecności mającą 30 pozycji :). Co działo się dalej, zostało z grubsza wspomniane. Tak doszliśmy do miejsca, w którym świętujemy oto…
Nasze piąte urodziny
Niedziela 18 października była jednocześnie uroczystym rozpoczęciem działalności duszpasterstwa.
W naszym ośrodku duszpasterskim gościliśmy księdza biskupa Józefa Szamockiego (notabene niegdyś misjonarza w Zambii), a po mszy świętej, wraz z innymi grupami uczestniczyliśmy w przyjęciu na dobry początek.
Tego dnia jeden z ojców przyjął intencję urodzinową naszej grupy: w podziękowaniu za pięć lat istnienia z prośbą o dalsze prowadzenie w służbie Kościołowi na misjach, szczególnie dla Ewy i Tomka, którzy obecnie przebywają w Afryce. Podczas przyjęcia jako szanujący się pięciolatek rozdaliśmy cukierki :)
Główne świętowanie urodzin przenieśliśmy na czwartek 22 października. Wtedy to swoją obecnością zaszczycił nas ksiądz Roman Wortolec SDB, dyrektor Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego w Warszawie, wraz z dwiema wolontariuszkami: Asią i Jolą, które zaprezentowały nam swoją pracę misyjną w Zambii. Licznie zgromadzeni goście po entuzjastycznym przyjęciu prezentacji misyjnej i dobrego słowa księdza Dyrektora mieli okazję porozmawiać osobiście z naszymi gośćmi specjalnymi przy degustacji tortu misyjnego (!) i innych przysmaków. Rozmowom zdawało się nie być końca, kiedy zaproszono jeszcze na krótką prezentację pół żartem, pół serio o naszej pięcioletniej historii. Poplotkowała dla nas jedyna obecna na spotkaniu osoba pamiętająca początki grupy, Agnieszka J. (zaraz! jak to możliwe, skoro jeszcze nie wróciła z Peru? :)). Potem musieliśmy pożegnać naszych miłych gości, ale przyjęcie nie było jeszcze zakończone. Ostatni biesiadnicy opuścili gościnne progi domku duszpasterstwa około północy.
Co dalej?
Z przyjęcia urodzinowego pozostało nam wiele: bardzo dobre wspomnienie i najlepsze z możliwych rozpoczęcie roku pracy, plakat z odrysowanymi dłońmi i życzeniami…
Nie, nie dla nas – dla tych, do których jesteśmy posyłani… A także ogromna motywacja do dalszego działania. Pomysłów jest sporo, ale widzimy, jak potrzeba jest ciągłej modlitwy, by podołać wszystkiemu, nie pogubić się w tym, co było, co jest, tylko odważnie patrzeć przed siebie. jest nas kilkanaścioro, mamy nadzieję na więcej, mamy zapał, wierzymy w powołanie… a Pan Bóg da resztę. Wszystkim za wszystko –
DZIĘKUJEMY!!!
Toruńska grupa MWDB
sobota, 5 września 2009
POSŁANIE MISYJNE W PARAFII CHRYSTUSA KRÓLA TOMASZA KARCZMARKA, WOLONTARIUSZA WYJEŻDŻAJĄCEGO NA ROK DO UGANDY
30 sierpnia 2009 r. minął w naszej parafii pod znakiem misji świętych w Afryce. Gościliśmy ks. Marka Kowalskiego, salezjanina oraz pana Sanzę Mulangu z Demokratycznej Republiki Kongo. Przyjechali oni, by przybliżyć nam pracę misjonarzy oraz dzieła, którymi możemy ich wspomóc nie wyjeżdżając z kraju.
Bezpośrednim powodem przybycia gości było posłanie misyjne Tomasza Kaczmarka, członka naszej parafialnej wspólnoty, działacza Akcji Katolickiej. Niedawno ukończył prawo na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu i postanowił najbliższy rok poświęcić pracy na rzecz dzieci ulicy z Namugongo w Ugandzie. Będzie tam pełnił funkcję jednego z wychowawców bezdomnych chłopców oraz koordynatora akcji Adopcja na odległość. Jak kilka innych osób, Tomek wyjeżdża w ramach Międzynarodowego Wolontariatu Don Bosco. Naraża się na niedogodności związane z tropikalnym klimatem i chorobami oraz niewygody, ponieważ usłyszał Boże wezwanie do głoszenia Ewangelii na afrykańskiej ziemi i chce na nie odpowiedzieć pozytywnie, przyjmując posługę świeckiego misjonarza.
W niedzielę w parafii Chrystusa Króla w Toruniu o godz. 12.00 ks. proboszcz, Józef Witkowski, wraz z ks. Markiem Kowalskim celebrowali uroczystą Mszę świętą. Podczas homilii salezjanin pozdrowił wiernych w jednym z trudnych afrykańskich języków, nauczył kilku wyrazów i opowiedział o swoich radosnych przeżyciach na misjach. Swoje świadectwo złożył również, świetnie mówiący po polsku, pan Sanza Mulangu. Zwrócił uwagę, że afrykańczycy cieszą się z przebywania z Jezusem i wyrażają to tańcem i śpiewem podczas Eucharystii, które w Afryce trwają o wiele dłużej niż u nas.
Pod koniec Mszy świętej nastąpił obrzęd posłania Tomasza. Pani Anna Jankowska z Akcji Katolickiej przedstawiła Jego osobę. Ksiądz proboszcz pobłogosławił krzyż misyjny, który następnie przekazał naszemu drogiemu wolontariuszowi. Po Mszy świętej pełnej wzruszeń była chwila na złożenie Tomkowi życzeń.
Tomaszu! Życzymy Ci obfitych łask, darów Ducha Świętego i opieki najświętszej Maryi Panny na tej drodze, którą wybrał Ci Pan. Kochamy Cię, modlimy i czekamy na Ciebie. Liczymy, że Twój przykład pociągnie nas do jeszcze gorliwszego świadczenia o Chrystusie, a być może do pójścia Twoimi śladami na misjach w Afryce!
Barbara Nieżorawska,
Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży
Tomek już wczoraj - w piątek wyruszył do Londynu, skąd wyleci do Ugandy - na Czarnym Lądzie stanie we wtorek 8 wrześna.
sobota, 15 sierpnia 2009
wieści z Zambii od Moniki
Jestem już prawie miesiąc na czerwonej zambijskiej ziemi - w Luwingu. Trudno opisać wszystko za jednym razem. Co dzień budzę się szczęśliwa i spokojna. Sprawdzam pogodę. Czasem chmura, czasem więcej wiatru. Mam afrykańskie imię, więc wszyscy mnie pamiętają od razu. Poznałam kilka czarnych Monik. Żadnych zmian klimatycznych ani problemów z jedzeniem. Byłam na tradycyjnym obiedzie we wsi. Ludzie zapraszają, opowiadają o życiu, uprawie w ogrodzie, dzieciach. Dzieci z sąsiednich chat przychodzą, żeby mnie zobaczyć. Jak o tym piszę sytuacja wydaje mi się trochę egzotyczna. Dzieci mnie kochają i ja kocham je. Siostry mają dość już dość tej naszej miłośći, bo abantu przychodzą o 6:00 rano. Uwielbiam je. Nigdy nie jestem tu sama - zawsze są przy mnie. Wykorzystują moją całą skumulowaną miłości. Przytulam je, opatruję wrzody, razem się śmiejemy, razem uczymy, razem chodzimy na spacery i jemy Popo (Papaja). Spełniłam marzenie. Chodzę na afrykańskie Msze Św., tańczę. Może niedługo przyłączę się do chóru, bo zaczęłam chodzić na próby w języku Bemba. Msza trwa 3 godziny i jest w Bemba - dlatego chodzę sama ;). Jedno z najpiękniejszych wspomnień to rzeka z małym wodospadem, bose stopy, czerwone dzikie pająki i duże motyle i ważki.
Ludzie są jak z ksiązki "Biała Masajka". Żyją w prostych chatach, czerpią wodę z ziemi, gotują nad ogniem, kobiety chodzą w chitengach (sama mam już cztery), karmią dzieci, gotują, zajmują się ogrodem, sprzedają warzywa na markecie, pracują. Mężczyźni siedzą na swoich krzesłach i słuchają muzyki. Jedzenie jest bardzo drogie, np. kilogram ziemniaków kosztuje 6zł, ale trzypokojowy dom z ogrodem na własność kosztuje 1000zł. Nauczyciel w szkole podstawowej zarabia ok. 2000zł - jest bardzo szanowany. Dzieci się chętnie uczą i lubią wolontariuszy ;)
